Adoracja Najświętszego Sakramentu

Adoracja Chrystusa w Najświętszym Sakramencie (I)
(EZECH 37, 24-28)

Kochani Bracia w Chrystusie!
Piękny i chwalebny to zwyczaj, że katolicy o głębokich przekonaniach, Przechodzący obok kościała, manifestują swą wiarę - mężczyźni zdejmują nakrycie głowy, a kobiety czynią znak krzyża św. Cześć tę oddają nie kamieniom, nie domowi, nie budowie kościoła, ale Temu, kto stale tam przebywa na ołtarzu: Jezusowi Chrystusowi, utajonemu w Przenajświętszym Sakramencie Ołtarza.
Dlaczego nasze kościoły otwarte są nie tylko w niedzielą, ale i w dni powszednie, nie tylko w godzinach porannych, kiedy odbywa się nabożeństwo, ale przez cały dzień; i wtenczas, kiedy nie ma żadnego nabożeństwa są otwarte, bo bez przerwy, dzień i noc stale obecny jwst tam Pan nasz, Jezus Chrystus. Z tej świętej wiary rodzi się inny piękny, chwalebny zwyczaj: nie tylko żegnamy się przechodząc obok kościała, nie tylko zdejmujemy nakrycie głowy, ale i wstępujemy, choćby na parę chwil, by się pomodlić. Wchodzimy i wtenczas, kiedy niema Mszy św. ani kazania; choć się nam nieraz spieszy do szkoły, do biura, do pracy, na rynek po zakupy... wstępujemy na parę chwil złożyć pokłon Chrystusowi eucharystycznemu.
Innowiercy dziwią się i nie mogą tego zrozumieć: po co ci ludzie chodzą do kościoła - kiedy sami mówią, że "nic tam nie ma"? Co tam robią w tym "pustym kościele"?
Faktycznie; co robimy w tych świątych chwilach ciszy, którebohatersko wyrwaliśmy z gonitwy życia dla swoich osobistych duchowych potrzeb? Zbadajmy tę krótką żarliwą modlitwę adoracyjną - jeśli ją dobrze wykorzystamy - jak jest owocna i pożyteczna dla duszy!
Skoro tę sprawę przedstawiamy jasno, to nie tylko ci, którzy mają ten piękny zwyczaj, będą dalej go praktykować, dla dobra swojej duszy, ale i inni zachęcą się do tego chwalebnego zwyczaju chrześcijańskiego, do uwielbienia Przenajświętszego Sakramentu Ołtarza.
To jest trzeci cel tego wielkiego sakramentu. Pierwszym celem, jak wiemy, jest poznanie, że wieczna ofiara została złożona dla naszej duszy:"Chrystus dla nas". Drugim celem jest zachęcić nas, żebyśmy Go przyjęli do swojej duszy:"Chrystus w nas". Trzecim celem jest, żebyśmy w każdej chwili mogli przyjść do Niego na posłuchanie, na poufną rozmowę:"Chrystus wśród nas". W dzisiejszym i w następnym kazaniu zobaczymy, jak należy odpowiednio wykorzystać chwile pobożnego nawiedzenia Najświętszego Sakramentu Ołtarza.

1)Przygotowanie do adoracji Najświętszego Sakramentu Ołtarza


Przede wszystkim powinienem poczynić pewne przygotowania. A)Pierwszą myślą, na co zwracam specjalną uwagę moich kochanych słuchaczy, jest fakt, że Eucharystia ma zasadnicze znaczenie w życiu duchowym katolickim.
a)Już z tego, co dotychczas słyszeliśmy o Eucharystii, jasno wynika, że Ona jest centralnym punktem życia chrześcijańskiego i jego źródłem.Każdy kościół, każdy kielich, każdy ruch kapłana przy ołtarzu, blask, przepych naszej liturgii są tylko po to, żeby godnie uczcić Eucharystie. Nie obrazy świętych, posągi Matki Boiskiej, św. Antoniego czy inne stanowię odżywczy ośrodek katolickich kościołów, ale Eucharystia, przed którą płonie ogień lampy wiecznej.
Nasza święta wiara ma mnóstwo cudnych symbolów, ale zdaje się że spośród nich najprostszy, najmilszy i najgłębszy to lampa wieczna. Czyja dusza nie przeżyła błogich chwil, kiedy w samotnej ciszy kościoła przy blasku lampy wiecznej modlił się u stóp Jezusa Eucharystycznego? Zdaje się że przemawia do mnie ten mały, kochany płomyk, gdy klęczę w jego słabym świetle! Zdaje mi się, jakby głos Bozy z niego płyną:"Miłością wieczną umiłowałem cię"{Jer 31, 3}. Bóg mnie miłuje! Od wieków mnie kocha! W Betlejem gwiazda świeciła nad stajenką, jakby mówiła:"Ludzie dobrzy, pasterze, którzy szukacie Jezusa Jezusa małego, pójdźcie, tu Go znajdziecie!" A w naszych świątyniach lampa wieczna do nas mówi: "Chodżcie, tu przebywa z wami Pan". Tu się urzeczywistnia dosłownie obietnica Pana, dana narodowi wybranemu. "Dam świątynię moją w pośrodku nich na wieki. I będzie przybytek mój między nimi i będę im Bogiem, a oni będą mi ludem" {Ezech 37,26-27}.
Kiedy więc wchodzę do kościoła, naturalnie, że pierwsze moje pozdrowienie odnosi się do Jezusa Eucharystycznego i większą część czasu Jemu poświęcę.
Kiedy przekroczyłem próg kościoła, przeżegnałem się święconą wodą i doszedłem do swego miejsca, to zanim je zajmę, przklękam. Klękam przed Eucharystią i w kilku krótkich słowach, lub gorących, serdecznych myślach pozdram Ją. Mogę wypowiedzieć na przykład piękne słowa "Te Deum", "Tyś królem chwały o Chrystuse! Tyś Ojca wiekuistym Synem! Ty siedzisz na prawicy Bożej w chwale Ojca". Nie zapominajmy więc, że w kościele pierwszym naszym zdaniem jest pozdrowić Chrystusa eucharystycznego. Wolno nam pójść pomodlić się przed ołtarzem Matki Boskiej, przed obrazami świętych, ale tylko potem! Może wielu z was dziwi się, po co to mówię, kiedy i tak dobrze o tym wiecie; owszem, niektórzy wiedzą, ale są tacy, którzy nie wiedzą, albo w praktyce o tym zapominają - więc nie szkodzi im przypomnieć!
B)Klęczę przed Przenajświętszym Sakramentem ołtarza. Błoga cisza zewsząd mnie otacza. Spokój, kojący nerwy, uspokajający duszę.
Pierwszą czynnością będzie wzbudzić w sobie wiarę.
Na dworze zaczyna się ściemniać. W kościele zalega półmrok. Światło lampy wiecznej rzuca długie, smukłe linie po ścianach, po przedmiotach; z ulicy dochodzi tępy huk, przytłumiony gwar miasta - klęczę cicho, w skupieniu u stóp Mistrza... a) Zanim zacznę z Nim rozmawiać, wzbudzę w sobie silmą i niewzruszoną wiarę. Wierzę Panie, że jesteśtam obecny pod postacią chleba i wina. Ten sam Chrystus, który się urodził w Betlejem, który uspokoił wzburzone może, przebaczył grzesznej Magdalenie, który umarł dla mnie na krzyżu. Bądź pozdrowiony Chryste mój w Przenajświętszym Sakramencie Ołtarza! Święty Franciszek z Asyżu lubił mówić Panu:"Deus meus, Deus meus, nihil sum, sed Tuus sum". Te same uczucia budzę w sobie:"Panie mój, Boże mój, jestem Twoim małym dzieckiem, nie jestem niczym, ale należę do Ciebie".


Kłaniam się Tobie, Przedwieczny Boże,
Którego niebo objąć nie może:
Ja proch mizerny, przed Twą wielkością
Z wojskiem aniołów klękam z radością.
Tu Stwórcę mego w wierze wyznaję,
Kocham serdecznie, pokłon oddaję;
Cieszę się wielce z Twej Boskiej chwały,
Niech Ci się kłania z niebem świat cały!


Wic pierwszą moją czynnością jest wzbudzić w sobie silną świadomość, jestem w bliskości Boga.
b) Jestem blisko Boga! Nie da się wypowiedzieć, jaką zmianę wywołuje w naszej duszy świadomość obecności Bożej; możemy to sobie wyobrazić, co najwyżej przez porównanie. Jeśli kawałek żelaza owiniemy drutem i przepuścimy przez niego prąd elektryczny, to dotąd zimne, sztywne, nieczułe żelazo nabiera siły magnetycznej i przyciąga do siebie przedmioty metalowe. Taką zimną, nieczułą, jest nasza dusza, dopuki jej nie przeniknie prąd miłości Bożej, ale od tej chwili płynie w niej już nie ludzka siła, myśli, pragnienia, chęci, wola i uczucia, ale siły nadprzyrodzone, dary Boże, które odradzają nas w duchu Chrystusowym. Te poczynania, natchnienia, działania, nazywamy czynami łaski Bożej. W adoracji Najświętszego Sakramentu Ołtarza otrzymujemy obfite dary łaski Bożej.
C)Wiara moja już płonie, ale jeszcze nie zaczynam modlitwy... Po wzbudzeniu wiary, następuje swoisty stan: długie milczenie.
a)"Dobrze jest czekać w milczeniu zbawienia Bożego" (Tren 3, 26) - mówi Pismo święte. Rzeczywiście! Tak niepojęty jest Bóg, tak niepojętą jest miłość Jezusa Chrystusa wPrzenajświętszym Sakramencie Ołtarza, że tylko milczący podziw jest jedyną odpowiednią formą naszego uwielbienia. Nie widzę, nie słyszę, nie mówię nic, tylko zapadam się w ciszę podziwu, jak ziemia w bezszelestną noc. Tak olbrzymia różnica zachodzi między wielkością, dobrocią, świętością Boga, a moją znikomością, słabością grzechem, że to, co mogę zrobić najlepszego, to milczenie. Ten cichy podziw, ta milcząca pokora jest wspaniałą adoracją!
O, święte, błogosławione chwile adoracji Jezusa eucharystycznego! Klęczę w świętym skupieniu w ciszy przed tabernakulum... Może oprócz mnie nie ma nikogo w kościele, ale z całą siłą wiary i nadziei chrześcijańskiej wyznaję, że na ołtarzu jest obecny sam Bóg! Migocące czerwone światło lampy wiecznej, jest jakby wyrazem niepokoju niepokoju mego serca.
b)Klęczę w cichości, nie mówię ani słówka, tylko otwieram na ościęż swoją duszę, wszystkie jej zakamarki, tajniki i poddaję je działaniu tajemniczego promieniowania łask Bożych. O, jak błogosławione są te chwile dojrzewania duszy!
Jedną z najstraszniejszych chorób - raka - dzisiejsza wiedza lekarska stara się leczyć za pomocą radu. Na pewien czas kładą cząstkę radu przy miejscu zaatakowanym, i za pomocą promieni tego metalu - gołym okiem niedostrzegaknych - starają się zapobiec szerzeniu się choroby; wierzę, że medycyna ma słuszność, ale stokroć bardziej wierzę, że kiedy w cichych chwilach adoracji rzucam swoją duszę przed Chrystusem, pod skromnymi postaciami Eucharystii utajonego, całą moją istotę przenika taka lecznicza siła Boska, która może uleczyć wszystkie choroby, rany, cierpienia i boleści duszy. Więc teraz starajmy się poddać dusze nasze działaniu tych cudownych promieni i po chwili milczenia módlmy się i prośmy Boga, o co tylko chcemy.

II Adoracja


Tylko nie zmieniajmy porządku rzeczy! Nie zaczynajmy tym, co nam każe nasza samolubna natura: wyciągać swoje kłopoty. Owszem, wolno je nam przedstawić, ale dopiero na samym końcu.
A)Jakże się więc przedstawia ta kolejność? a)Pierwszą zasadniczą myślą ma być adoracja Boga. Nawet aniołowie drżą przed obliczem Boga i tylko tyle potrafią mówić:"Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów!" Czy mógłbym ja, człowiek mizerny, skończony, mówić co innego w obliczu Chrystusa, który z miłości dla mnie obrał dobrowolną niewolę w Eucharystii? Czy mógłbym mówić co innego, niż to, co mówi nasza ulubiona pieśń:
U drzwi Twoich stoję Panie,
Czekam na Twe zmiłowanie.
b)Po adoracji ma następować dziękczynienie. Człowiek, niestety, nie odznacza się wdzięcznością. Chętnit przyjmujemy pomoc, podarunki, ale nie bardzo spieszymy się okazać wdzięczność ludziom, czy Bogu. "Co, mam dziękować Bogu?" może się zapytasz. O, jeszcze jak wiele! Dziękuj Mu, że cię obdarzył życiem, że cię utrzymuje ww ramach istnienia; bo każdy rok, miesiąc, dzień, każdą chwilę, tylko Jemu powinieneś zawdzięczać. Dziękuj Mu za wszystkie dobra duchowe i fizyczne, nawet za te, o których nie wiesz, że je posiadasz, którymi otacza cię na każdym kroku. Dziękuj Mu, żeś się urodził w wierze katolickiej. Podziękuj osobno Panu Jezusowi za to wszystko, co dla ciebie zrobił; że stał się człowiekiem, za to że cierpiał za twoje winy, że umarł dla ciebie, że obdarzył cię swoimi sakramentami, że w Eucharystii daje tobie siebie samego.
c)Ale nie tylko bardzo wiele mamy do zawdzięczania Bogu, lecz i za wiele rzeczy mamy Go przepraszać, za wiele mamy naprawić. Dziękczynienie powinniśmy uzupełnić przebłaganiem. Pan Jezus dla odpuszczenia grzechów ustanowił osobny sakrament: spowiedź świętą. Choć w sakramencie pokuty otrzymaliśmy odpuszczenie grzechów, odpuszczenia całej kary doczesnej uzyskujemy rzadko. Im bardziej, im boleśniej niepokoi nas pamięć dawnych grzechów, tym goręcej prośmy Jezusa eucharystycznego, który ofiarował się za nasze grzechy, żeby uspokoił nasz niepokój, żeby był i nadal naszym pośrednikiem u swego Ojca niebieskiego.
d)Wśród takich myśli dochodzę do ostatniej części adoracji: do prośby, bo wolno nam przychodzić do Boga z naszymi prośbami, tylko musimu zachować, jak już wiecie, pewien porządek rzeczy, żeby nie nasze kłopoty były najważniejsze, ale wielkie, ważne zagadnienia królestwa Bożego. O co możemy prosić? O wiele różnych rzeczy. Możemy prosić o szerzenie się królestwa Bożego, o dobrych kapłanów, o siłę dla prześladowanych braci chrześcijan, za umarłych, za konających, za nawrócenie grzeszników, za odszczepieńców, za powodzenie misji i wiele innych spraw. A potem... na koniec... mogą przyjść nasze osobiste prośby, kłopoty, skargi, żale, cierpienia. Nie bójcie się, że źle wyjdziemy na tym, jeśli będziemy tak skromnymi, bezinteresownymi, że swoje sprawy odkładamy na komiec.
B) Na tym kończę adorację. Jeszcze raz spojrzę na tabernakulum, przeżegnam się, uklęknę i wychodzę z kościoła. W między czasie już się zupełnie ściemniło. Ludzie spieszą po ulicach , jedni za pracą, za chlebem, inni za przyjemnościami. Na twarzach drga niepokój, zalega troska, ból, cierpienie, łzy... a ja spokojny na duszy, wyględam między nimijakbym przyszedł z innego świata.
Faktycznie byłem w innym świecie w ciągu tych kilkunastu minut. w innym świecie, skąd przyniosłem do życia siłę, pocieszenie, gotowość do boju, zapał, rozmach, radość, optymizm.
a) Im częściej ktoś bywa na takich odwiedzinach u Chrystusa, tym silniejszą będzie mieć duszę; kto zaś co dzień zjawia się na posłuchaniu przed Jezusem eucharystycznym, ten znalazł klucz świętości i szczęścia. Niedawno temu, zmarł wielki kapłan kościoła Bożego, świętobliwej pamięci kardynał Mercier, którego cała Belgia otaczała czcią i szczerym uwielbieniem: jako przykładnego katolika, wzniosłego kapłana, gorącego patriotę, który swoją miłość do ojczyzny okazał w najniebezpieczniejszych chwilach wojny światowej, kiedy Belgia została zagarnięta przez Niemców. "Teraz zdradzę wam - powiedział pewnego razu Mercier - tajemnicę świętości i szczęścia. Jeśli się wam uda, co dzień na pięć minut stłumić wyobraźnię, zamknąć oczy na rzeczy popadające pod zmysły, zasłonić uszy przed wrzawą świata, zamknąć się w sobie, w świątyni duszy, która jest mieszkaniem Ducha Świętego i mówić do Niego:"Duchu Święty, duszo mojej duszy, uwielbiam Cię, oddaję Ci należny pokłon; oświeć mnie swoją światłością, prowadź mnie; wzmacniaj mnie, pociesz mnie, powiedz mi co mam robić; objaw mi swoje rozkazy a obiecuję, że spełnię wszystko, co mi rozkażesz i przyjmę wszystko, co na mnie dopuścisz. Daj mi tylko poznać wolę Twoją!" - jeśli to zrobicie, będziecie szczęśliwi, pogodni nawet wśród cierpień i niepowodzeń, bo łaski, jakie otrzymacie będą odpowiednie do przeszkód, jakie staną na waszej drodze, otrzymacie siłę do ich pokonania i zaopatrzeni w cenne zasługi staniecie u bram wieczności. Poddanie się Duchowi Świętemu, jest tajemnicą świętości".
b)Więc co dzień mamy się naradzać z Duchem Świętym - oto tajemnica świętości! Ale to samo możemy powiedzieć o Chrystusie Panu: obiecał nam, że ześle nam Ducha Świętego, więc co dzień mamy przychodzić do Niego, radzić się Go, to nam zapewni świętość. To, co się dzieje przed Eucharystią, nie da się ująć w statystykę, raporty, wykazy, o tym dowiemy się dopiero w dzień sądu: ile złamanych żywotów znalazło tam siłę, ile grzeszników pogrążonych w bagnach występku podniosło się tam na wyżyny ideałów, ile strudzonych, zniechęconych cierpieniami znalazło tam światłość wieczną.
C)Chociaż masz czasu niewiele, ale jeśli masz choćby parę chwil wolnych, nie omieszkaj, przechodząc koło kościoła, wstąpić na chwilę. Wystarczy, jeśli powiesz wtenczas tylko tyle:"Panie Jezu! Wołałeś mnie, jestem tu. Nie mam wiele czasu, czeka mnie praca. Udziel mi swego błogosławieństwa".
a)Jeśli masz mało czasu, uzupełnij go miłością, której żąda od nas Jezus eucharystyczny. Kiedy klęczmy przed Nim, pyta nas o to, o co pytał świętego Piotra nad jeziorem Genezaret:"Miłujesz mnie?"(J 21, 16). Powiec Bracie, gdyby Pan Jezus wyszedł z tabernakulum i zapytał ciebie o to samo, co byś Mu odpowiedział? Piotara pytał o to aż trzykrotnie. Jaką Mu damy odpowiedź? Tak czy nie? Piotr nie odpowiedział tak, bo przeczyło temu jego zaparcie się Chrystusa. Ale nie powiedział nie, bo byłby zadał kłam uczuciom serca. Więc odpowiedział:"Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię miłuję"(J 21, 17). I Pan Jezus był zadowolony z tej odpowiedzi. Z mojej też będzie zadowolony, jeśli powiem, przed Eucharystią: Panie, Ty wszystko wiesz, wiesz, że Cię miłuję, a przynajmniej chcę Cię kochać. Tyle mam pokus, złych skłonności i słabych stron; daj, żebym się wyzbył tego wszystkiego a kochał Cię coraz bardziej!
b)Oto, jak wiele siły duchowej, spokoju, ufności tryska z adoracji Najświętszego Sakramentu! Niestety, są chrześcijanie, którzy nie mają o tym pojęcia, którzy słuchają tego jako sensacji, nowości niezwykłej. A teraz może się dziwią i żałują, że nie wiedzieli i nie wykorzystali olbrzymiego, niesłychanie cennego wodospadu wody żywej? Pewien człowiek posiadał w swych majątkach, od niepamiętnych, duży niewykorzystany wodospad; na stare lata postanowił, że użyje go do turbiny elektrycznej. Kiedy turbina była gotowa, pomysł okazał się wyśmienity, produkowano tyle prądu, że wystarczyło na oświetlenie osiedla, do urządzenia maszyn, na opał. Właściciej czynił sobie teraz wyrzuty: jak mogłem być taki niemądry, że przez tyle lat szumiał tu kołomnie ten wodospad, to nieocenione źródło energii, a ja go nie wykorzystałem?! Czy nie to samo może powiedzieć o sobie wielu ludzi, kiedy wytryśnie przed nimi olbrzymi wodospad łask w Przenajświętszym Sakramencie Ołtarza? Ile razy w życiu potrzebowałem wskazań duchowych, oświecenia, pocieszenia? Obok mnie przebywa Chrystus eucharystyczny, a ja nie zrobiłem ani jednego kroku ku Niemu! Może w gruncie rzeczy nie byłem złym człowiekiem! Pracowałem nad sobą, walczyłem ze złym, z pokusami grzechu, ale jakże inny byłby wynik, gdybym włączył olbrzymią energię Eucharystii do turbiny mojego życia!
Rzeczywiście: jak zupełnie inne byłoby życie nie tylko jednostki, ale całej ludzkości, gdyby siły ukryte w Eucharystii kierowały, wzmacniały nas w każdej potrzebie...
Bracia! W stolicy Danii znajduje się potężny pomnik dłuta Sindinga:"Matka ziemi". Jest to postać nienaturalnej wielkości; do jej kolan tuli się dziewczynka i chłopczyk; z ich twarzy krzyczy niepokuj, przerażenie, strach. Kobieta nawet nie zważa na tulące się do niej maleństwa, nie ma dla nich ani jednego serdecznego spojrzenia, ruchu, który by zdradzał jej troskę, pamięć, o tulące się do niej dzieci - jej pusty wzrok błądzi gdzieś w bezkresnej dali... Oto obraz "Matki ziemi", która nie ma ani jednego słowa pociechy dla swoich strapionych, znękanych dzieci! Lecz w wyobraźni mojej zjawia się drugi obraz, właściwie nie obraz, ale sama rzeczywistość: żywy Chrystus, żyjący wśród nas w niepozornej białej Hostii! Przed Nim też klęczą chłopcy i dziewczynki, mężczyźni i kobiety, chorzy i zdrowi, biedni i bogaci, grzeszni i święci - ale On nie patrzy obojętnie nad nimi, nieczule, lecz z niezrównaną delikatnością i z niesłychanie tkliwą miłością wyciąga do nich swoje ramiona i mówi:"Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i jesteście obciążeni, a ja was ochłodzę"(Mt 11, 28). Co odpowiemy na wołanie Chrystusowe? Jak przyjmiemy Jego rozwarte ramiona? Uklęknijmy pokornie i z głębi serca pomodlimy się do Niego:


Zbliżam się w pokorze i niskości swej;
Wielbię Twój Majestat skryty w Kostii tej.
Tobie dziś w ofierze serce daję swe,
O, utwierdzaj w wierze, Jezu, dzieci Twe!
Pod zasłoną teraz, Jezu, widzę Cię;
Niech pragnienie serca kiedyś spełni się:
Bym oblicze Twoje tam oglądać mógł,
Gdzie wybranym miejsce przygotował Bóg.
Amen.

Powrót


April 7 th, 2008  •  Posted by Free CSS Templates  •  18 Comments